ULUBIENI
KLUBY
LINKI
.::Blogi::.
Neko
Arashi
Kairi
Selena Black
Neko
Neko
.::Opowiadania::.
Allegra, Sabine i Bishe.
x-men
Ruth&Korron
Yaoi xD
.::Stronki warte obejrzenia::.
X-men
Wolverine&Rogue
zjawiska paranormalne
official Meyer site :]
Gaia :]
Wilki
Titanic
Heartbeats xD
kurs sindarinu
Jiu-Jitsu2
Radio xD
Jiu-Jitsu
Walnij komuś w ryja :P
Sambo
Schronisko
Bushi-Namysłów
Nakarm głodnego zwierzaka
ARCHIWUM
2005
lipiec (2)
październik (1)
listopad (1)
2006
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (6)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (3)
wrzesień (2)
październik (2)
listopad (1)
2007
styczeń (2)
luty (2)
marzec (3)
kwiecień (1)
czerwiec (3)
lipiec (2)
sierpien (2)
wrzesień (4)
październik (1)
listopad (2)
grudzień (2)
2008
luty (1)
czerwiec (1)
lipiec (2)
październik (1)
2009
styczeń (1)
kwiecień (4)
maj (4)
czerwiec (1)
lipiec (1)
2010
marzec (1)
maj (1)
Blog.pl
design by gingery
for:
... >> środa, 12 maja 2010 22:50:01
W chwili obecnej czuję się gównianie. Stan ten można opisać inaczej w kilku zdaniach. Po pierwsze - zbliżają się egzaminy, zaliczenia i praktyki w międzyczasie. Po drugie - nie mogę się rozluźnić nawet w niby własnym pokoju, gdyż i ponieważ kilka osób skutecznie mnie wkurwia, zawraca łeb i staje na głowie żebym tylko wybuchła. Ostatnio mi dużo nie trzeba... Po trzecie - myślałam, że moja fortuna, którą wydałam na lekarza i leki da rezultaty. Trwałe rezultaty, w czym się oczywiście przeliczyłam. Nie mam pieniędzy na kolejne wizyty i nieprędko mieć będę. A na pójście nieprywatne nie mam czasu. Patrz punkt pierwszy. Po czwarte - nie mam z kim pogadać. Niby mam dwie przyjaciółki, siostrę, chłopaka... ale nie mam z kim pogadać. I powoli znów przestaję się otwierać na ludzi. Powrót do stanów gimnazjalnych, oby nie w takich samych skutkach... Po piąte - zawsze trzeba mieć jakiś taki cel, który da radość i satysfakcję, a który jest do zdobycia. A ja już takiego celu nie mam. Coraz mniej rzeczy mnie cieszy, coraz więcej myśli mnie przytłacza. To cholerne uczucie się we mnie kumuluje coraz bardziej i bardziej. A im jest gorzej, tym gorzej z tego wyjść.
Nie wiem już nic, na nic już nie czekam, niczego nie oczekuje. Ogarnia mnie beznadzieja. I wkurwia mnie, że moje zachowania są odczytywane przez innych zupełnie opacznie. A mi się nie chce tłumaczyć każdego mojego kroku. Ktoś, kto niby mnie zna od urodzenia powinien mnie ZNAĆ... Ale zawsze to łatwiej jest sobie coś dopisać, coś skreślić i utworzyć we łbie przeinaczony obraz z krzywego zwierciadła wzięty. A chuj z tym...
Boli, że oddalam się od osób, z którymi powinny mnie łączyć silne więzi. Powoli one słabną, jeśli nie otrzymują odpowiednich bodźców... Co nieużywane, to zanika. I to też kurewsko boli.
Znów będę uciekać przed własnymi myślami. I znów one będą wracały w snach. Błędne koło, wypisz wymaluj.
BEZNADZIEJA mnie ogarnia. Taka wszechogarniająca i nie do stłumienia.
"Z prawa chujnia. Z lewa chujnia. A pośrodku pizdiec." jakże trafne. I jakie na czasie.
Umiesz liczyć, licz na siebie.
A jak już nawet na siebie nie możesz liczyć, to zdychaj zdrów.
Nie użalając się, to najwyżej zdechnę. Bo, kurwa, nie mam na te jebane leki, nie mam na te jebane badania i chuj z tym wszystkim. Pierdolę, powoli przestaje mi zależeć.
Skoro i tak gadam sama do siebie, jak pieprzony schizofrenik, to zastanowię się, co czuję.
Gniew? Za dużo powiedziane. Rozżalenie. To tak. Samotność. Bezradność i beznadzieję. Pustkę. Przygnębienie. Zwątpienie. Rozgoryczenie też. Cały pakiet, do wyboru...
Nie mam już siły. Nie mam motywacji ani żadnej innej siły napędowej. Nawet muzyka zaczyna mnie drażnić. Znów czekają mnie tygodnie apatii w całkowitej ciszy. Kurwa, wegetacja.
A wiesz, co jest najśmieszniejsze? Że wystarczy założyć "maskę" obojętności na ryj i nikt, nawet z tych najbliższych ci osób, nie zorientuje się, że coś jest nie tak. A ty tak gnijesz od środka, coraz bardziej i bardziej... Czołgasz się po brudzie samego dna i nikt nie wyciągnie do ciebie ręki. I albo się jakoś wygramolisz o własnych siłach albo tak zostaniesz do usranej śmierci.
Siedzę przed tym kompem, wpierdalam krakersy i chce mi się krzyczeć, płakać i walić pięściami o ziemię. Jak rozwydrzony gówniarz.
Czy ja naprawdę tak dużo wymagam? Chcę, żeby mnie ktoś przytulił. Żebym mogła się wygadać i żeby tego nie komentować. Po prostu wysłuchać, tulić i dać się wypłakać.
Przydałoby mi się. Oj, jak cholera by się przydało...
komentarze [0]
... >> poniedziałek, 22 marca 2010 21:36:17
Jeden ze znajomych stwierdził, że chyba jakoś w tym roku "machnie" sobie dziecko. Jego dziewczyna co prawda studiuje, ale to trudno, może się przenieść na zaoczne.
Ciekawe czy ona też tak o tym myśli.
Później weszłam na jakieś forum i miałam niemiłą okazję poczytać jak to faceci brzydzą się swoimi żonami, bo urodziły już ileśtam dzieciaków i teraz są brzydkie, mają rozstępy, brzydkie brzuchy itd.
Czy to jest kurwa normalne? Dużo bym dała, żeby każdy mężczyzna miał okazję przeżyć to samo, co kobieta. Od okresów, po porody i radzenie sobie z tym swoim "obrzydliwym" wyglądem. Odnoszę wrażenie, że niektórym się pojebało coś w tych zakutych łbach. Takie jamochłony nie powinny mieć żon i dzieci, bo na nie najzwyczajniej w świecie nie zasługują.
Przykro, że są tacy, którym nie zależy na ich partnerkach.
komentarze [0]
Pffff... >> środa, 8 lipica 2009 18:07:09
Już zapomniałam jak to jest prowadzić bloga ze zmiennymi szablonami i z avatarem ;D Kurna, gdzie te czasy kiedy sama je robiłam? ^^ Masakra. Czytam całymi dniami i siedzę na kompie. Nic pożytecznego. Ale przynajmniej zaliczyłam drugi semestr ;] jestem z siebie taka dumna xD hahaha
komentarze [0]
... >> czwartek, 18 czerwca 2009 17:03:21
Jeszcze jeden pojebany egzamin przede mną i koniec kolejnego semestru :] o ile zdam, rzecz jasna. A dzisiaj czekam na przyjazd mojego męża :] W końcu :D gdyby mnie jeszcze tak łeb nie bolał, to bym była wdzięczna.. No ale nie można mieć wszystkiego, nie? :P
Wkurza mnie, kiedy dwie kretynki pierdolą coś o tym, ze jestem jakimś potworem, bo zrobie wszystko, żeby cośtam osiągnąć. To źle, że mi zależy i że się staram? Zazdroszczą wytrwałości, czy o co chodzi, bo nie rozumiem toku myślenia. To, że ona czegośtam nie potrafi, nie znaczy, że i ja mam tego nie umieć. A żeby śmieszniej było, to kilkanaście minut później przysiadają się do mnie, dwie fałszywe, i coś pierdolą. Oczywiście "milusim" głosikiem. Po chuj, ja się pytam... Jak coś do kogoś mam, to sie przynajmniej nie kryguję. I nie udaję, że kogoś lubię. I tak prędzej czy później wyjdzie na jaw prawda. Po co mam robić z siebie debila?
Głowa mi pęka... Idę się walnąć na godzine ^^ I po męża xD yooo!
komentarze [0]
.... >> wtorek, 26 maja 2009 00:31:43
Niby wieczór miałam spędzić optymistycznie. Jakiś wesoły film, trochę muzyki, czipsy, soczek... No ale oczywiście musiałam wybrać "nie taki" film. Bo w tym nie było niczego optymistycznego ani wesołego. Był dołujący, tak samo jak "Eksperyment". Przytłaczający film, który mogę oglądać nie wiem z jakim humorem. Ale na pewno nie dzisiejszym... "Masz na imię Justine" nie jest filmem, który obejrzę i oleję. Pamiętam, że w gimnazjum na wosie trzeba było napisać referat na temat, który samemu się wybrało. Ludzie mieli różne pomysły, więc kobitka się cieszyła, że większość podchodzi do tej pracy z jakimś tam entuzjazmem. Moja praca jej jakoś nie ucieszyła. I w sumie się nie dziwię, bo który gnojek pisze długaśny referat (plus zdjęcia) na temat niewolnictwa w XXI wieku... Tknęło mnie po artykule z National Geographic. Do tamtej chwili nie wiedziałam, że coś takiego jak niewolnictwo w dzisiejszych czasach istnieje. No to się dowiedziałam. Jako, że całe moje otoczenie olewało temat i nikt nie podzielał mojego nastawienia i złości, z czasem przestałam o tym myśleć. Dziś sobie przypomniałam. Zastanawiam się, co może zrobić zwykły, przeciętny człowiek. Niby są ustanowione prawa człowieka, jakieś prawa naturalne itd. Ale szczerze mówiąc, to w skali światowej jakoś nic one nie znaczą. Wkurwia mnie, kiedy ktoś znęca się nad słabszym. I nieważne czy to człowiek, czy zwierzę. Szlag mnie trafia na takich skurwysynów. Jak byłam młodsza i wydawało mi się, że wszystko jest możliwe, chciałam zostać zabójcą. Chciałam wyrżnąć wszystkich tych, którzy krzywdzą innych. Niestety to nie jest możliwe. Nieraz zastanawiam się, czy nie lepiej, żeby coś pierdolnęło w Ziemię, żeby to wszystko się skończyło. Ale wtedy przypominają mi się powody, dla których chcę żyć. Osoby, dla których chce mi się żyć. Niby każdy gatunek w końcu musi wyginąć. Ale człowiek jest tego daleki. Jesteśmy młodym gatunkiem, podobno najinteligentniejszym, a sami karmimy się kłamstwami, sami siebie niszczymy. Ewolucja się pomyliła, człowiek nigdy nie powinien był się narodzić...
komentarze [0]
... >> czwartek, 21 maja 2009 19:53:20
Po czterech dniach stwierdzam fakt, że system spartański nie jest takim złym pomysłem. I twierdzę, iż A.H. mógł mieć rację w tym, co robił. Facet nie był głupi... Miałam dziś napisać jakąś długą notkę z różnymi wywodami itd, ale przez jednego gnoja jestem tak zjebana, że nie mam siły i ochoty na nic. Boli mnie łeb od jego wrzasków, ryków, spazmów i nie wiem czego jeszcze. A gdyby się zamknął i nie rzucał, gdyby chociaż spróbował się rozluźnić, pewnie byłoby znacznie lepiej. Ale po co? Przecież można innym zepsuć dobre samopoczucie... W każdym razie taka robota na pewno nie jest dla mnie. Nie taka jej wersja. Nie za bardzo idzie mi empatia i tolerancja wobec osób, które dla mnie nic nie znaczą. Nie są mi nikim bliskim. Nie czuję z nimi związku ani jakiejkolwiek więzi. Nie da rady. Zastanawiam się, co by było, gdybym to ja miała takie dziecko... I dochodzę do wniosku, że chyba nie potrafiłabym go pokochać. Nie chciałabym go i tyle. Dla mnie mogłoby nie istnieć. Dlatego mam nadzieję, że moje będzie w pełni normalne. Czy jestem tolerancyjna? Kiedyś myślałam, że tak. Teraz nie jestem tego taka pewna. Czy jestem empatyczna? Nie za bardzo. Czy mam stalowe nerwy? Na pewno nie. Nienawidzę się też wkurwiać i stresować. Po co mi to? Praca jak praca, nie muszę jej kochać, ale przydałoby się, żebym ją lubiła przynajmniej. A szarpać sobie nerwów nie chcę i tyle. Patrząc z perspektywy czasu na samą siebie, coraz wyraźniej widzę, jak zmienia się mój stosunek do świata i moje nastawienie do wielu spraw. Jeszcze dojdzie do tego, że w niedalekiej przyszłości ci, których nienawidziłam, staną się kimś, kogo doskonale rozumiem i z kim się zgadzam. I co będzie wtedy?
komentarze [0]
"Tytułu notki - brak" >> poniedziałek, 11 maja 2009 15:58:09
Jeszcze tylko kilka tygodni i sesja letnia... i wolne :P a wraz z wolnym będę miała cały czas zarezerwowany dla mojego męża :D Już się doczekać nie mogę. Co poza tym...Miałam dziś jechać do "mojego" nowego miasta uczelnianego, ale mi się nie chciało. Dlatego pojadę jutro rano. Jakoś. A dzisiaj posiedze w domu, obejrze Miami Ink i bede sie lenić. I kij z resztą :P
zjadłabym mleczko w tubce T.T jak za starych czasów, kiedy jeszcze moje kakaowe cudo było w sklepach.. bo teraz to ciągle mi je ktoś wykupuje :/ a karmelowego to ja nie lubie bo jest za słodkie i mdłe :/ Może zaraz sie zbiore do sklepu i sprawdze czy dowieźli... ale nie wiem, czy mi sie chce, jest za gorąco...
Kurde, mężu, zamieszkaj juz ze mną na stałe.. Tęsknie. I nie lubie takich rozstań na kilka tygodni/miesięcy :( We... ale dziś zaczynam kombinować z planami wakacyjnymi, więc może humor mi się nie pogorszy... No bo przecież plany wakacyjne to jest to, co Selka lubi najbardziej ;P
Jejku jejku...
komentarze [0]
nie lubie tytułow! >> poniedziałek, 4 maja 2009 22:21:11
Czasem chciałabym wiedzieć co będzie za rok, a przynajmniej za tydzień. A czasem myśle sobie, że wole żyć w tej niewiedzy i czekać, co mi przyniesie jutro. Był taki czas, kiedy codziennie śniło mi się to, co miało miejsce następnego dnia. Nie powiem, żebym czuła się z tym dobrze. Takie dezorientujące uczucie. I człowiek sam nie wie co ze sobą zrobić. Ciekawa jestem ile osób naprawde potrafi "zaglądać" w przyszłość. To musi być przesrane uczucie. Osobiście chyba jednak bym nie chciała...
W radiu wciąż lecą piosenki, które przywołują wspomnienia. I jak tu nie zagłębić się we własne myśli...
Na łikend majowy mojechałam nad jezioro. Było miło (chociaż ja tam wolałabym być z kimś zupełnie innym...), ale co mnie wkurwiało, to zachowanie jednej pustej panny i to, że wszyscy usilnie próbowali mi wcisnąć wódkę. No tak, trudno pojąć, że ktoś sie tym brzydzi. Że może po prostu NIE LUBIĆ tego pić. A nie, że mi rodzice zabraniają (heh...). A panienka z okienka? Najebała się w trzy dupy, ubrała jak tania dziwka i nie dość, że w pijackim bełkocie rzucała łaciną przy znajomych jej rodziców, to zachowywała się co najmniej... jak dziwka... Zastanawiam się, czy jej chłopakowi to nie przeszkadza. Bo przecież też tam był. A ona kręciła dupą przed Adamem. Żałosne.
To, co mi się tam najbardziej udało, to obserwacja ptactwa wodnego. Dzikie kaczki, perkoz i jakaś kaczucha w gnieździe. Szkoda, że nie dysponowałam aparatem fotograficznym, ale nie można mieć wszystkiego. Użarł mnie chamski komar. Już zapomniałam jakie to uczucie kiedy Cie skręca i nic nie możesz z tym zrobić. Grrr...
A mój siniak sprzed tygodnia wcale nie znika.. i zrobił się jakiś taki twardy. Jak znów będe miała takie coś jak na łydce, to podziękuje. Kolejny skrawek mojego ciała, który nie będzie miał czucia :/
Co jeszcze.. moim kochanym quadem za wiele nie pojeździłam. Tylko wzdłuż ścieżki koło plaży. Do lasu nie można, po ulicy nie mogę ja, po plaży nie, bo ludzie, a do wody przecież nie wjadę. No i trawniczek, którego nie można było nawet podeptać... Ale może jeszcze mi się uda to odbić. Gdzieś, kiedyś.
Szczerze mówiąc, to będąc tam miałam ochote wsiasc na grzbiet Halki i pogalopować tymi ścieżkami. Bucefał miałby frajde z wody. Jak zawsze.
I znów nie doczekałam się tego karaoke. Cholerni nurkowie :/ nudziarze do kwadratu. Drętwe ludzie, co sie bawić nie potrafią. Dwie godziny z hakiem oglądać filmy z wypraw? Czy to nie jest przesada? Wydaje mi sie, że jednak tak.
Przed południem, kiedy jeszcze nie było aż takiego pijaństwa, Irek zagrał "do kołyski". Oczywiście kurwa pojebał słowa i sfałszował, ale jednak. Dośpiewałam sobie sama i jak zwykle miałam świeczki w oczach. Zresztą, Czarek chyba też, tylko że nie wiem z jakiego powodu. Cóż... Siedząc w knajpie na pseudo-obiedzie też mi ją puścili, tym razem w radiu. Nie ma to kurwa jak wyczucie... I nie ma to jak mnie dobić... Ale nie ukrywam, uwielbiam tą piosenkę. Mimo, że zawsze przy niej płacze.
Od kilku godzin powinnam się uczyć anatomii. Ale mi się nie chce. Wole myśleć o przeszłość z moim Arturem, o teraźniejszości i o wspólnej przyszłości. Tej przyszłości nie moge się już doczekać. Mieć Cie tylko dla siebie, eh... Nawet nie wiesz ile bym dała za to, żeby się w Cibie teraz wtulić i czuć Cie wszystkimi zmysłami. Powoli przypominać sobie Ciebie kawałek po kawałku, uchwycać każdy najmniejszy szczegół, który wcześniej zdołał mi umknąć. Czuć Twoje ciepło. Twojego ciała i Twojego serca, Twoich uczuć. Ide marzyć dalej w samotności...
nx
komentarze [0]
.... >> czwartek, 30 kwietnia 2009 22:16:45
Wszystko miało być idealnie.
A teraz nie wiem, co robić.
Martwie się... Kurwa, zajebiście sie martwie...
O to, co będzie jutro, co będzie za tydzień, miesiąc...
Boje sie... ;(
Znów słysze w głowie Do Kołyski...
Czas ucieka mi między palcami
A ja nie umiem go zatrzymać
komentarze [0]
z dedykacją dla mojego męża :] >> wtorek, 28 kwietnia 2009 18:26:53
Są takie piosenki, przy których przypominają mi się szczenięce lata :] Te takie słoneczne, letnie dni kiedy niańczyłam kocięta, bawiłam się z moim staruszkiem Kubą i robiłam pogrzeby upolowanym przez kocicę myszom. Pamiętam też, że za każdym razem, kiedy patrzyłam przez okno mojego pokoju, widziałam w oddali pola. Teraz wiem, że tak znowu strasznie daleko to to nie jest. Raz tam byłam, i nie ma tam nic oprócz autentycznych pól uprawnych. Ale kiedyś, gdy miałam te kilka lat, byłam przekonana, że za tymi polami i drzewami w oddali jest jakaś inna kraina, w której mieszka mój książę. Myślałam sobie, że któregoś pięknego dnia przyjedzie po mnie na ślicznym rumaku i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Kiedyś myślałam nad tym, że chciałabym tam się wybrać... helikopterem xD bo za daleko było, żeby komuś chciało się tam ze mną iść na piechotę. Teraz mam tylko sentyment do tych moich starych marzeń :] Ale jak by nie było, marzenia się spełniają. I znalazł się mój książę, co prawda bez pięknego rumaka, ale tylko mój. I zgodnie z moim snem sprzed wieeelu lat, mój książę jest brunetem o ślicznych brązowych oczach i uśmiechu od którego robi mi się cieplej na sercu. Wychodzę z założenia, że jeśli czegoś naprawdę się chce, to się to spełnia. Nieraz w jakiś dziwny sposób, nieraz z wielkim opóźnieniem, ale zawsze się spełnia. Dlatego cierpliwie czekałam na Tylko Mojego Kogoś przez te wszystkie lata i wcale tego nie żałuję. Mój wyśniony, wymarzony książę jest dokładnie taki, jakiego go chciałam :] i jestem szczęśliwa x] Dlatego nie warto rezygnować z marzeń, tylko dążyć do ich spełnienia choćby nie wiem jak niedorzeczne się wydawały :]
komentarze [0]
eee... >> wtorek, 21 kwietnia 2009 18:56:55
Tak zaczełam przeglądać moje stare wypociny, miałam okazje przypomnieć sobie o kilku fajnych rzeczach, ale i tych takich mało fajnych... i musze stwierdzić fakt, że kiedyś nawet troche mi to pisanie notek wychodziło, przynajmniej od czasu do czasu. A teraz to niestety, ale odzywa się moje odzwyczajenie. Nie umiem sklecić porządnie zdania, a jakże. Jest już dosyć późna godzina, jutro mam egzamin, a gówno umiem. Szczęście wielkie, że chociaż zeszyt raczyłam otworzyć, zawsze to jakiś postęp. Kiedyś sprawiało mi przyjemność pisanie na blogu. Miałam frajde z samego stukania po klawiaturze. A teraz... jakoś mi już chyba przeszło, chociaż nie do końca ^^ dużo mi z dawnych lat zostało. Teraz tak patrze na te notki i na osoby, które kiedyś się dla mnie jakkolwiek liczyły, które lubiłam czy szanowałam.. i niewiele z tego trwa nadal. Zawiodłam się na tylu osobach, że głowa mała. Szkoda na nich w sumie miejsca w tej notce... Mylog się zmienił, widze, że nawet autozapisy tu mają Oo szaleństwo. Za starych dobrych czasów, kiedy strona główna miała ten charakterystyczny brązowy kolor, a z glośników dolatywała mnie jedna piosenka Anasta...jakiejśtam ;P nie było takich "bajerów".. ile razy klełam przez kilka godzin, bo napisałam notke, która to później dziwnym trafem jednak sie nie zapisała :D a i tak najlepsza historia była z eblogiem, kiedy to skasowali wszystkie informacje z servera i mój blog skończył się na jednej z pierwszych notek, kiedy to jeszcze nie umiałam sama wstawić sobie szablonu i zrobił to za mnie Siekier :D takie badziewiaste świecące flashe... ohyda ;] ale to nie ja miałam z pony, hyhyhy. Zastanawiam sie nad powrotem na łaski i niełaski myloga. Fbl mi sie juz troche znudzil choćby z tego względu, że nie mam zdjęć, które chciałabym tam dodawać, a swoich nie dam. Wystarczy, że na n-k ludzie oglądają moją morde :P Aha, i sto lat temu napisałam w którejś notce, że przyjaźń damsko-męska nie jest możliwa. Otóż jest ;] tylko że teraz połączona z cała gamą innych uczuć, jak najbardziej pozytywnych :] dobra, poczułam sie lepiej, ide sie uczyć socjologii. Może mi to coś pomoże :P (WĄTPIĘ). nara
komentarze [0]
ungabunga >> poniedziałek, 6 kwietnia 2009 19:11:04
eee... coś sie pojebało, pozmieniało i w sumie nie do końca wiem o co chodzi, no ale... Powiedzmy, że będe starać się jakoś to zrozumieć. Powiedzmy. Jak na razie ide po coś do żarcia i dalej czytam Przed Świtem. Nawet nie wiedziałam, że już wydali ^^' ah, to zacofanie.. :P
komentarze [0]
nanananananananananaaj >> poniedziałek, 12 stycznia 2009 19:25:56
jak mnie tu dawno nie było... zabawnie. ale że lubię mojego starego bloga, mój stary szablon i mój stary avatar, to nie oddam bez walki ^^ a, no to chyba pójde pograć w Heroesów. Tylko że granie bez pewnej osoby traci swój urok..
komentarze [0]
:/ >> czwartek, 23 października 2008 23:01:59
pierdu pierdu, kurwa, ten blog jest mi nieraz jeszcze potrzebny :/ tępe chuje...
komentarze [0]
heh :/ >> środa, 30 lipica 2008 22:07:15
Czasem zdarza się, że niby "przyjaciel" okazuje się dwulicową szują, tchórzem i pieprzonym plotkarzem, który obrabia dupę nie tylko Tobie, ale i Twojej rodzinie i znajomym. Powiedzmy, że była to dziewczyna, której mówiło się praktycznie o wszystkim, a ona przez cały czas powtarzała to do swojej matki, chłopaka, swoich "przyjaciół" i nawet zupełnie obcych ludzi. Ciągle wciskała Ci kit, kłamała z mnóstwem rzeczy, olewała, spóźniała się na każde spotkanie (o ile w ogóle raczyła się pojawić), plotkowała, zmyślała o Tobie jakieś bzdurne rzeczy i robiła z Ciebie potwora przed ludźmi. Olewała szkołę, znajomych, chyba wszystko co się tylko dało, zwalając później winę za niepowodzenia na innych. Fałszywa skromność, ciągłe pragnienie bycia w centrum zainteresowania i bycia wciąż adorowaną przez chłopaków, których nawet nie znała czy nie lubiła. Ktoś, kto myślał tylko o sobie, robiąc z siebie największą ofiarę jaka tylko chodziła po ziemi; a nie zainteresowała się nawet tym, czy ktoś inny może potrzebuje bardziej wsparcia czy pomocy niż ONA. Ale to nic, przecież jej "przyjaciele" nie mogą być bardziej szczęśliwi niż ona sama, w końcu to ONA ma być tu gwiazdą. Jeśli do tego doda się jakieś chamskie pomówienia ze strony jej i (szczególnie) jej matki, to mamy obraz mojej byłej "przyjaciółki", która to z wielką łaską oddała mi (nie całą, ale przynajmniej część) mojej własności. Przyjaźń? Tak, ale z normalnymi, godnymi zaufania ludźmi. Uważajcie w kim pokładacie swoje nadzieje i komu powierzacie swoje sekrety. Najgorsze, co może spotkać człowieka oprócz śmierci bliskiej osoby, to zdrada "przyjaciela". Sayonara.
komentarze [1]