ULUBIENI
KLUBY
LINKI
ARCHIWUM
2005
lipiec (2)
październik (1)
listopad (1)
2006
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (6)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (3)
wrzesień (2)
październik (2)
listopad (1)
2007
styczeń (2)
luty (2)
marzec (3)
kwiecień (1)
czerwiec (3)
lipiec (2)
sierpien (2)
wrzesień (4)
październik (1)
listopad (2)
grudzień (2)
2008
luty (1)
czerwiec (1)
lipiec (2)
październik (1)
2009
styczeń (1)
kwiecień (4)
maj (4)
czerwiec (1)
lipiec (1)
2010
marzec (1)
maj (1)
Blog.pl
design by gingery
for:
... >> środa, 12 maja 2010 22:50:01
W chwili obecnej czuję się gównianie. Stan ten można opisać inaczej w kilku zdaniach. Po pierwsze - zbliżają się egzaminy, zaliczenia i praktyki w międzyczasie. Po drugie - nie mogę się rozluźnić nawet w niby własnym pokoju, gdyż i ponieważ kilka osób skutecznie mnie wkurwia, zawraca łeb i staje na głowie żebym tylko wybuchła. Ostatnio mi dużo nie trzeba... Po trzecie - myślałam, że moja fortuna, którą wydałam na lekarza i leki da rezultaty. Trwałe rezultaty, w czym się oczywiście przeliczyłam. Nie mam pieniędzy na kolejne wizyty i nieprędko mieć będę. A na pójście nieprywatne nie mam czasu. Patrz punkt pierwszy. Po czwarte - nie mam z kim pogadać. Niby mam dwie przyjaciółki, siostrę, chłopaka... ale nie mam z kim pogadać. I powoli znów przestaję się otwierać na ludzi. Powrót do stanów gimnazjalnych, oby nie w takich samych skutkach... Po piąte - zawsze trzeba mieć jakiś taki cel, który da radość i satysfakcję, a który jest do zdobycia. A ja już takiego celu nie mam. Coraz mniej rzeczy mnie cieszy, coraz więcej myśli mnie przytłacza. To cholerne uczucie się we mnie kumuluje coraz bardziej i bardziej. A im jest gorzej, tym gorzej z tego wyjść.
Nie wiem już nic, na nic już nie czekam, niczego nie oczekuje. Ogarnia mnie beznadzieja. I wkurwia mnie, że moje zachowania są odczytywane przez innych zupełnie opacznie. A mi się nie chce tłumaczyć każdego mojego kroku. Ktoś, kto niby mnie zna od urodzenia powinien mnie ZNAĆ... Ale zawsze to łatwiej jest sobie coś dopisać, coś skreślić i utworzyć we łbie przeinaczony obraz z krzywego zwierciadła wzięty. A chuj z tym...
Boli, że oddalam się od osób, z którymi powinny mnie łączyć silne więzi. Powoli one słabną, jeśli nie otrzymują odpowiednich bodźców... Co nieużywane, to zanika. I to też kurewsko boli.
Znów będę uciekać przed własnymi myślami. I znów one będą wracały w snach. Błędne koło, wypisz wymaluj.
BEZNADZIEJA mnie ogarnia. Taka wszechogarniająca i nie do stłumienia.
"Z prawa chujnia. Z lewa chujnia. A pośrodku pizdiec." jakże trafne. I jakie na czasie.
Umiesz liczyć, licz na siebie.
A jak już nawet na siebie nie możesz liczyć, to zdychaj zdrów.
Nie użalając się, to najwyżej zdechnę. Bo, kurwa, nie mam na te jebane leki, nie mam na te jebane badania i chuj z tym wszystkim. Pierdolę, powoli przestaje mi zależeć.
Skoro i tak gadam sama do siebie, jak pieprzony schizofrenik, to zastanowię się, co czuję.
Gniew? Za dużo powiedziane. Rozżalenie. To tak. Samotność. Bezradność i beznadzieję. Pustkę. Przygnębienie. Zwątpienie. Rozgoryczenie też. Cały pakiet, do wyboru...
Nie mam już siły. Nie mam motywacji ani żadnej innej siły napędowej. Nawet muzyka zaczyna mnie drażnić. Znów czekają mnie tygodnie apatii w całkowitej ciszy. Kurwa, wegetacja.
A wiesz, co jest najśmieszniejsze? Że wystarczy założyć "maskę" obojętności na ryj i nikt, nawet z tych najbliższych ci osób, nie zorientuje się, że coś jest nie tak. A ty tak gnijesz od środka, coraz bardziej i bardziej... Czołgasz się po brudzie samego dna i nikt nie wyciągnie do ciebie ręki. I albo się jakoś wygramolisz o własnych siłach albo tak zostaniesz do usranej śmierci.
Siedzę przed tym kompem, wpierdalam krakersy i chce mi się krzyczeć, płakać i walić pięściami o ziemię. Jak rozwydrzony gówniarz.
Czy ja naprawdę tak dużo wymagam? Chcę, żeby mnie ktoś przytulił. Żebym mogła się wygadać i żeby tego nie komentować. Po prostu wysłuchać, tulić i dać się wypłakać.
Przydałoby mi się. Oj, jak cholera by się przydało...
komentarze [0]